Mroczny Szczecin · Grudzień 1970

Grudzień '70 i pięć dni Republiki Szczecińskiej

Pięć dni, w których polskie miasto po raz jedyny w całym bloku wschodnim faktycznie wymknęło się spod kontroli partii — i szesnaście osób, które za to zapłaciły życiem.

Jak to się zaczęło

17 grudnia 1970 roku, w reakcji na drastyczne podwyżki cen żywności, pracownicy Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego w trakcie przerwy śniadaniowej zebrali się na spontanicznym wiecu, po czym wyszli za bramy zakładu. Pochód liczący ok. 600 osób skandował „Żądamy obniżki cen”, „Chleba dla naszych dzieci”. Dołączyli robotnicy sąsiedniej stoczni „Gryfia” i zwykli mieszkańcy.

Eskalacja

Sytuacja wymknęła się spod kontroli błyskawicznie. Podpalono budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR, a demonstranci przenieśli się pod Komendę Wojewódzką Milicji Obywatelskiej, gdzie rozpoczęli szturm na gmach. Milicja i wojsko użyły broni.

„Z okien Jednostki Wojskowej odezwały się salwy z broni maszynowej. Ludzie zaczęli w panice uciekać. Odwróciłem się i nagle dostałem kulę w plecy. Obok mnie upadł młody mężczyzna. Zauważyłem, że z jego oka wypływa krew z pianą.”— relacja świadka wydarzeń pod Komendą Wojewódzką MO

Bilans tragedii

W Szczecinie zginęło 16 osób, z czego aż 12 przed samym budynkiem Komendy Wojewódzkiej. Ponad sto osób odniosło rany, wiele z nich zmagało się z trwałymi obrażeniami do końca życia. Najmłodsza ofiara, szesnastoletnia Jadwiga Kowalczyk, zginęła trafiona kulą we własnym mieszkaniu — nie brała nawet udziału w demonstracji.

Władze odebrały rodzinom nawet prawo do godnego pożegnania — zabici byli chowani bez uroczystości pogrzebowych. W pochówku mogła uczestniczyć tylko najbliższa rodzina, doprowadzana na miejsce przez funkcjonariuszy milicji i Służby Bezpieczeństwa.

Republika Szczecińska — pięć dni bez PRL

To dosłownie unikat na skalę całego bloku wschodniego. Gdy 18 grudnia 1970 roku strajk ogarnął całą aglomerację, w mieście doszło do czegoś bezprecedensowego — pięciodniowy strajk generalny objął co najmniej 117 zakładów pracy w Szczecinie, Stargardzie, Policach, Goleniowie, Gryfinie, Gryficach i Barlinku.

Nazwę „Republika Szczecińska” ukuł na gorąco sam komunistyczny dygnitarz — Jan Szydlak, członek Biura Politycznego KC PZPR przebywający wtedy w mieście, nazwał je tak w depeszy do Warszawy. Gdy oficjalna władza faktycznie się rozpadła, robotnicy zorganizowali własną strukturę w błyskawicznym tempie — Ogólnomiejski Komitet Strajkowy pod wodzą Mieczysława Dopierały wziął faktyczną odpowiedzialność za funkcjonowanie całej aglomeracji, mimo że telefony nie działały, a łączność między zakładami odbywała się przez nocnych emisariuszy.

Strajk oficjalnie zakończono 22 grudnia. Priorytety władz po jego stłumieniu mówią same za siebie: na remont częściowo spalonego budynku KW PZPR przeznaczono w kolejnych latach dziesięciokrotnie więcej środków niż na odszkodowania dla rannych i rodzin zabitych.

Dlaczego to ukształtowało miasto

Historyk Eryk Krasucki ujął sens tej tragedii w jednym zdaniu, które tłumaczy fenomen szczecińskiej tożsamości: to właśnie wtedy „Szczecin zyskał szczecinian” — mieszkańcy zebrani tu po wojnie z różnych stron Polski zaczęli po raz pierwszy mówić o sobie jako o jednej wspólnocie. Pomnik ofiar, tzw. Anioł Wolności, stoi dziś na placu Solidarności — dokładnie w miejscu, gdzie w grudniu 1970 roku ginęli ludzie.

Chcesz wiedzieć więcej?

Poznaj resztę mrocznych historii Szczecina

Wszystkie tajemnice →