Mroczny Szczecin · 1952

Rzeźnik z Niebuszewa: sprawa Józefa Cyppka

Tydzień śledztwa, kilkugodzinny proces i wyrok śmierci za sześć tygodni. Sprawa, którą jedyny badacz akt nazywa jednym z najbardziej niedbale prowadzonych procesów powojennego Szczecina.

Makabryczne odkrycie na Niebuszewie

11 września 1952 roku na Niebuszewie doszło do odkrycia, które wstrząsnęło mieszkańcami dzielnicy. W mieszkaniu Józefa Cyppka milicja znalazła zmasakrowane, poćwiartowane zwłoki jego sąsiadki, Ireny Jarosz — kobiety, która zaginęła kilka dni wcześniej. Te makabryczne szczegóły uruchomiły plotki o kanibalizmie, które do dziś krążą po mieście.

Kim był Józef Cyppek

Cyppek urodził się w Niemczech na początku XX wieku i był Niemcem z pochodzenia. Ranny podczas wojny, po jej zakończeniu zamieszkał samotnie w kamienicy przy dzisiejszej ulicy Staszica, w dzielnicy zasiedlanej wówczas głównie przez Polaków przesiedlonych z Kresów. Obecność Niemca w powojennej, nieufnej wobec siebie nawzajem dzielnicy sama w sobie budziła podejrzenia sąsiadów.

Błyskawiczny proces

Śledztwo i proces potoczyły się w tempie, które dziś trudno sobie wyobrazić. Cyppka aresztowano niemal natychmiast po odnalezieniu zwłok. W trakcie przesłuchań przyznał się do zabójstwa sąsiadki, ale nigdy nie potwierdził plotek o wcześniejszych ofiarach. We wrześniu 1952 roku sąd uznał go za winnego i skazał na karę śmierci — wyrok wykonano 3 listopada 1952 roku, niespełna dwa miesiące po odkryciu zwłok.

Autorzy zajmujący się sprawą wskazują na kontekst polityczny — proces Niemca oskarżonego o zamordowanie młodej Polki, kilka lat po wojnie, w mieście z żywą pamięcią okupacji, groził wybuchem niepokojów społecznych. Władzom zależało na szybkim zamknięciu sprawy, zanim plotki doprowadzą do samosądu.

Wątpliwości, które pozostały

Jarosław Molenda, autor książki „Rzeźnik z Niebuszewa. Seryjny kanibal czy kozioł ofiarny władz PRL-u?” — jedynego opracowania opartego na aktach sprawy, a nie na miejskich plotkach — po latach analizy dokumentów doszedł do niepokojących wniosków. Jak twierdzi, całe posiedzenie sądu zajęło zaledwie 4–5 godzin, bez przesłuchania najważniejszych świadków i bez pobrania odcisków palców z narzędzi zbrodni.

„Przeanalizowałem akta sprawy i jest mnóstwo niejasności. Skazano go za zabójstwo, którego tak naprawdę nie udowodniono.”— Jarosław Molenda, autor książki o sprawie Cyppka

Jednym z najbardziej uderzających absurdów śledztwa jest protokół sekcji zwłok — patolog stwierdził w nim, że ofiara zginęła od kilku uderzeń w głowę, mimo że sama głowa nigdy nie została zbadana, bo wciąż spoczywała w jeziorku Rusałka. Zdaniem Molendy niechlujstwo śledztwa mogło wynikać nie tylko z braku kompetencji, ale z odgórnego nacisku — wyrok miał zapaść, zanim ruszyło formalne postępowanie.

Teoria autora jest prowokacyjna, ale ostrożna: Cyppek mógł być w jakimś stopniu współwinny — zwłoki znaleziono przecież w jego mieszkaniu — ale to wcale nie musi oznaczać, że to on zabił. Równie dobrze mógł tylko pomagać w pozbyciu się ciała, a przy niezależnym sądzie i dobrej obronie sprawa mogła potoczyć się zupełnie inaczej.

Legenda kontra fakty

Wokół jednego udowodnionego zabójstwa narosła przez dekady cała miejska mitologia — opowieści, że Cyppek mordował od lat i sprzedawał mięso ofiar na szczecińskim bazarze. Żadna z tych wersji nigdy nie została potwierdzona dowodami — to klasyczny przykład, jak jedna brutalna, słabo wyjaśniona zbrodnia z czasem obrasta w miejski folklor, karmiony strachem i niedopowiedzeniami władz.

Chcesz wiedzieć więcej?

Poznaj resztę mrocznych historii Szczecina

Wszystkie tajemnice →